Rozrost wąskich specjalizacji. Rozwój medycyny jako nauki i jako umiejętności praktycznej doprowadził do niebywałego rozrostu wąskich specjalizacji. Zjawisko to przeciwstawia się podanemu wyżej wymagalnikowi wszechstronności diagnostycznej. Już sama struktura studiów lekarskich zabija w przyszłym lekarzu poczucie przynależności do wielkiej dziedziny, która jako jedność służy zdrowiu człowieka. Student stwierdza raz po raz, że wybitni profesorowie wykazują jaskrawe braki z zakresu sąsiednich dyscyplin. Nie ma dzisiaj lekarza, który by ogarniał całość nauk i umiejętności lekarskich, jak to bywało za czasów Hipokratesa. Chory człowiek rozpadł się na narządy i układy, którymi zajmują się poszczególni specjaliści. Ten rozpad specjalizacyjny nie zdołał doprowadzić do rozpadu psyche chorego, która pozostała jednością. Cierpiący, zbolały człowiek pragnie jak przed wiekami tylko jednego — uśmierzenia cierpień. Nie zależy mu ani na nazwie choroby, ani na subtelnościach diagnostycznych. Chciałby się tylko pozbyć przykrych objawów i wyzdrowieć. Jeżeli używa uczonych terminów i usiłuje sobie wyobrazić istotę choroby, to w lekarzu wzbudza żałosne rozweselenie.