Lekarze nie odróżniają zazwyczaj zuchwałych spekulacji psychoanalityków od praktycznej techniki leczenia psychoanalizą; nie znają też różnic zachodzących między szkołami psychoanalitycznymi, które bardzo daleko odbiegły od panseksualizmu Freuda; mimo to obarcza się je grzechem pierworodnym dziejowych pierwocin freudyzmu. Ale również na temat „małej", codziennej psychoterapii lekarze częstokroć nie posiadają nawet elementarnych wiadomości, wyobrażając sobie, że wystarczy chorego poklepać po ramieniu i powiedzieć mu: „głowa do góry". Wiadomo, że pociecha taka niewiele pomaga.
Termin „psyche" oznacza zupełnie co innego w wyrazie „psychoterapia", a co innego np. w wyrazach „psychologia", „psychiatria" itp. W pierwszym przypadku oznacza sposób, środek, metodę oddziaływania, w drugim zaś oznacza przedmiot badania i leczenia. W ten sposób zastrzec się trzeba z góry, jakoby psychoterapia miała być tylko działem psychiatrii. Może to będzie wyglądało na paradoks, jeśli powiemy, że właśnie psychiatria ma stosunkowo najmniej korzyści z psychoterapii, skoro psychozy - dział tak olbrzymi - w większości przypadków okazują się oporne na wpływy psychoterapeutyczne i raczej wymagają zastosowania innych sposobów leczenia. Empiria lecznicza od dawna wie, że zastosowanie psychoterapii wykracza daleko poza obręb psychiatrii, sięgając - bez przesady można to powiedzieć - wszędzie, gdzie tylko lekarz wchodzi w swoistą styczność z chorym człowiekiem.